sobota, 23 sierpnia 2014

The Only People in Ibarra

Ibarra
Wyjątkowo w ten weekend nie mieliśmy nic zaplanowane, więc wraz z Hannah i Georginą postanowiłyśmy wybrać się do zachwalanej w przewodniku Lonely Planet - Ibarry. Miały być eleganckie, pobielane budynki z czasów kolonialnych , pyszne lody i jeszcze lepsze słodycze.
Na dworcu Carcelen (najdalej wysunięta stacja na północ, kursują do niej autobusy z Ofelia) zastałyśmy 
m o n s t r u a l n a kolejkę(2 godziny czekania) i gdy tylko pojawił się mężczyzna oferujący autobus wyruszający od razu ale 2 razy drożej (5$), zdecydowałyśmy się bez dłuższego zastanowienia. Autobus był wykończony z niezwykłą dbałością, chociażby o frędzle przy firankach (które nie były prane od paru ładnych lat), błyskające tasmy LED i wizerunki Jezusa i Matki Boskiej porozrzucane tu i ówdzie. Doczekałyśmy się także płaczącego dziecka, bez którego nie byłoby tego klimatu, jaki możesz poczuć tylko w środkach transportu w Ameryce Południowej.
Okazało się, że w wyniku ostatniego trzęsienia ziemi autostrada jest zniszczona i trzeba było jechać objazdem. Autobus kluczył wśród wiosek i zamiast 2,5 godziny, dojechałyśmy do Ibarry 4 godziny później.
Wygłodniałe, od razu postanowiłyśmy skierować swoje kroki do lodziarni Rosalia Suarez, która w przewodniku widniała, jako najstarsze tego typu miejsce.
ibarra2 ibarra3 Helados in Ibarra
Trzeba przyznać, że lody były naprawdę dobre. Tradycja sięga do czasów Inków, kiedy za pomocą misy z brązu kruszono lód z czubka pobliskiego wulkanu Imbabura i dodawano soki owocowe lub trawę cukrową. Ja wziełam sałatkę owocową z lodami (posypka z sera, który o dziwo bardzo dobrze komponował się z resztą) i po zjedzeniu poprosiłam o kolejną.(helados de paila)
ibarra5
Na tym niestety skończyły się wspaniałe przeżycia w Ibarrze. Pobielane budynki można było policzyć na palcach jednej ręki, a samo miasto było kompletnie opuszczone. Czekałyśmy tylko jak po ulicach będą przemykały wysuszone krzaki, a o 12 dwóch kowbojów będzie miało pojedynek. Jako trzy gringity spotkałyśmy się z bardzo dużym zainteresowaniem ze strony męskiej społeczności Ibarry, co nie było zbyt przyjemne.
Cactus in Ibarra ibarra7 ibarra8 ibarra9 ibarra15 ibarra12 ibarra11
Warto też wspomnieć o słodyczach z Ibarry i słynnym (?) syropie z jeżyny (arrope de mora). Łakocie otworzyłyśmy dopiero w drodze powrotnej i oprócz masy truskawkowej, byłyśmy niesamowicie zawiedzione. Syrop rozlał się mi do torebki i w Quito taksówkarz musiał odklejac banknoty od mojej dłoni.
ibarra10 ibarra13 ibarra14 ibarra17
W drodze powrotnej zabłądziłyśmy i trafiłyśmy na sklep zoologiczny z przywiązanym za łapkę pawiem.

Czas na suche fakty. 
Transport: Autobus z Carcelen(Quito), 2,5$ (w naszym przypadku 5$), 2,5 godz (u nas 4 godz)
Jedzenie: Lody w Heladeria Rosalia Suarez , 2,5$ za sałatkę owocową z lodami
ibarra16

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz