Ze wszystkich po-wulkanicznych krajobrazów, jakie widzieliśmy, laguna Quilotoa robi największe wrażenie.
Podczas 3 godzinnej drogi widoki cieszyły oko, ale najciekawsza dla mnie była ciężarówka wypchana ludźmi a la "pociąg w Indiach", która przemknęła obok naszego autobusu.
Podczas 3 godzinnej drogi widoki cieszyły oko, ale najciekawsza dla mnie była ciężarówka wypchana ludźmi a la "pociąg w Indiach", która przemknęła obok naszego autobusu.
Na miejscu było bardzo zimno, więc niektórzy kupili sobie swetry z alpaki z alpakami.
O! Cześć, to ja!
Droga w dół jest niesamowicie stroma i piaszczysta - co chwila ktoś z nas lądował na pupie i gdy doszliśmy do jeziora byliśmy równie brudni, jakbyśmy się stoczyli z góry.
Droga w dół jest niesamowicie stroma i piaszczysta - co chwila ktoś z nas lądował na pupie i gdy doszliśmy do jeziora byliśmy równie brudni, jakbyśmy się stoczyli z góry.
Na dole można było wypożyczyć kajak i przepłynąć się po lazurowej wodzie jeziora. Spora część jednak wolała nacieszyć się widokiem z brzegu, popijając piwko (wraz ze mną). Patrząc na drogę powrotną, podjęłam decyzję, że nie ma opcji, żebym to zrobiła przed zachodem słońca (czyli w ciągu jakiś 6 godzin). Na szczęście w cenie 10 dolarów można było przejechać się na grzbiecie osiołka/muła, w moim przypadku białego rumaka. Oczywiście nie zachowały się żadne zdjęcia, bo inaczej groziłaby mi śmierć towarzyska.
Kobiety ubrane w tradycyjne stroje (mówimy na nie kichwa women ale nie mam pojęcia, jak poprawnie przełożyć to na język polski), również dziewczyny, które prowadziły osiołki na samą górę miały na sobie... buty z obcasami.
I panorama na sam koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz