piątek, 22 sierpnia 2014

Quilotoa

quilotoa1
Ze wszystkich po-wulkanicznych krajobrazów, jakie widzieliśmy, laguna Quilotoa robi największe wrażenie. 
Podczas 3 godzinnej drogi widoki cieszyły oko, ale najciekawsza dla mnie była ciężarówka wypchana ludźmi a la "pociąg w Indiach", która przemknęła obok naszego autobusu.
quilotoa2 quilotoa3
Na miejscu było bardzo zimno, więc niektórzy kupili sobie swetry z alpaki z alpakami.
quilotoa6 quilotoa4 quilotoa5 quilotoa7
O! Cześć, to ja! 
Droga w dół jest niesamowicie stroma i piaszczysta - co chwila ktoś z nas lądował na pupie i gdy doszliśmy do jeziora byliśmy równie brudni, jakbyśmy się stoczyli z góry.
quilotoa6 quilotoa8 quilotoa9
Na dole można było wypożyczyć kajak i przepłynąć się po lazurowej wodzie jeziora. Spora część jednak wolała nacieszyć się widokiem z brzegu, popijając piwko (wraz ze mną). Patrząc na drogę powrotną, podjęłam decyzję, że nie ma opcji, żebym to zrobiła przed zachodem słońca (czyli w ciągu jakiś 6 godzin). Na szczęście w cenie 10 dolarów można było przejechać się na grzbiecie osiołka/muła, w moim przypadku białego rumaka. Oczywiście nie zachowały się żadne zdjęcia, bo inaczej groziłaby mi śmierć towarzyska.
quilotoa10
Kobiety ubrane w tradycyjne stroje (mówimy na nie kichwa women ale nie mam pojęcia, jak poprawnie przełożyć to na język polski), również dziewczyny, które prowadziły osiołki na samą górę miały na sobie... buty z obcasami.
quilotoa11
I panorama na sam koniec.
quilotoa12

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz