Dużo żółwi, mało akcji - tak mozna podsumować dzień na Santa Cruz.
Chociaż po 2 godzinnym rejsie łódką z napędem 400 koni mechanicznych poprzedniego wieczora, mieliśmy już dość przygód (uwaga! nie siadać z przodu, a najlepiej wziąć w razie czego papierowe torebki).
Postanowiliśmy zorganizować kolejny dzień bez płacenia fortuny pośrednikom. Od rana złapaliśmy taksówkę, która najpierw zawiozła nas do swojego rodzaju domu spokojnej starości dla wiekowych żółwi, a później do tuneli z lawy.
Tak właśnie, one są taaakie wielkie!
Na początku przecierałam oczy ze zdumienia, bo trochę przypominało to jakbym znalazła się w samym centrum filmu dokumentalnego National Geographic.
Niestety chwila spaceru po swojego rodzaju lesie, w którym potykasz się o wielkie żółwie, sprawia, że ich widok Ci zupełnie powszednieje i tęsknisz do o wiele ciekawszych słoni morskich.
Tunele z lawy miały byc petardą, ale okazały się niezbyt interesującym piętnastominutowym przejściem w wysokich na 3 m podziemnych korytarzach.
Obowiązkowym elementem zwiedzania wyspy Santa Cruz jest Charles Darwin Research Station. Opinie w internecie nie były zbyt pochlebne, ale i tak nie mieliśmy nic więcej zaplanowane na przedpołudnie. Centrum składa się z dziwnych ścieżek, wijących się między zagrodami z małymi żółwiami, średnimi żółwiami, dużymi żółwiami oraz bardzo dużymi i bardzo powolnymi żółwiami. Widać, że stacja jest zaniedbana, a objaśnienia są krótkie i lakoniczne.W 2012 r zmarła ich największa gwiazda - Samotny George, który był jednym z najstarszych zwierząt na świecie.
Wyszliśmy zawiedzieni ze Stacji Badawczej Darwina i trafiliśmy na targ rybny, na którym słoń morski tak jak psy, prosił o resztki.
Chociaż po 2 godzinnym rejsie łódką z napędem 400 koni mechanicznych poprzedniego wieczora, mieliśmy już dość przygód (uwaga! nie siadać z przodu, a najlepiej wziąć w razie czego papierowe torebki).
Postanowiliśmy zorganizować kolejny dzień bez płacenia fortuny pośrednikom. Od rana złapaliśmy taksówkę, która najpierw zawiozła nas do swojego rodzaju domu spokojnej starości dla wiekowych żółwi, a później do tuneli z lawy.
Tak właśnie, one są taaakie wielkie!Na początku przecierałam oczy ze zdumienia, bo trochę przypominało to jakbym znalazła się w samym centrum filmu dokumentalnego National Geographic.
Niestety chwila spaceru po swojego rodzaju lesie, w którym potykasz się o wielkie żółwie, sprawia, że ich widok Ci zupełnie powszednieje i tęsknisz do o wiele ciekawszych słoni morskich.
Tunele z lawy miały byc petardą, ale okazały się niezbyt interesującym piętnastominutowym przejściem w wysokich na 3 m podziemnych korytarzach.
Obowiązkowym elementem zwiedzania wyspy Santa Cruz jest Charles Darwin Research Station. Opinie w internecie nie były zbyt pochlebne, ale i tak nie mieliśmy nic więcej zaplanowane na przedpołudnie. Centrum składa się z dziwnych ścieżek, wijących się między zagrodami z małymi żółwiami, średnimi żółwiami, dużymi żółwiami oraz bardzo dużymi i bardzo powolnymi żółwiami. Widać, że stacja jest zaniedbana, a objaśnienia są krótkie i lakoniczne.W 2012 r zmarła ich największa gwiazda - Samotny George, który był jednym z najstarszych zwierząt na świecie.
Wyszliśmy zawiedzieni ze Stacji Badawczej Darwina i trafiliśmy na targ rybny, na którym słoń morski tak jak psy, prosił o resztki.
Po obiedzie znaleźliśmy się na plaży Tortuga Bay, na której niestety nie mieliśmy tak dużo czasu jakbyśmy chcieli - ta część parku zamyka się o 18.
Wnioskując po nazwie spodziewałam się, że spotkamy kolejne żółwie, ale okazało się że jest to wybrzeże, na którym te zwierzęta składają w nocy jaja.
A to tzw. namorzyny.
Nadszedł czas na kolację, którą planowaliśmy od dawna - homar, którego miałam okazję jeść pierwszy raz w życiu.
Smakuje jak jedna wielka krewetka (dla mnie super), ale sam proces wydłubywania mięsa ze skorupy jest baaardzo żmudny.
Ze strony organizacyjnej:
Transport: z San Cristobal na Santa Cruz kursują 2 łodzie dziennie, jedna rano koło 8, druga koło 15
cena transportu z jednej wyspy na drugą to zazwyczaj 30$ i trwa 2 bardzo nieprzyjemne godziny
uwaga! po dobiciu do portu łodzie nie cumują przy brzegu i trzeba wydać kolejne 0,5-1$ na wodną taksówkę, innego wyboru nie ma
Hostel: 25$, Żadne z nas nie pamięta nazwy hostelu, który załatwiany był trochę po znajomości. I niestety zawiedliśmy się - miało być śniadanie, a zamiast tego użyczono nam mikrofalówkę. Bez problemu da się znaleźć hostel za 17$ (nie w internecie, tylko już na miejscu)
Jedzenie:
Wnioskując po nazwie spodziewałam się, że spotkamy kolejne żółwie, ale okazało się że jest to wybrzeże, na którym te zwierzęta składają w nocy jaja.
A to tzw. namorzyny.
Nadszedł czas na kolację, którą planowaliśmy od dawna - homar, którego miałam okazję jeść pierwszy raz w życiu. Smakuje jak jedna wielka krewetka (dla mnie super), ale sam proces wydłubywania mięsa ze skorupy jest baaardzo żmudny.
Ze strony organizacyjnej:Transport: z San Cristobal na Santa Cruz kursują 2 łodzie dziennie, jedna rano koło 8, druga koło 15
cena transportu z jednej wyspy na drugą to zazwyczaj 30$ i trwa 2 bardzo nieprzyjemne godziny
uwaga! po dobiciu do portu łodzie nie cumują przy brzegu i trzeba wydać kolejne 0,5-1$ na wodną taksówkę, innego wyboru nie ma
Hostel: 25$, Żadne z nas nie pamięta nazwy hostelu, który załatwiany był trochę po znajomości. I niestety zawiedliśmy się - miało być śniadanie, a zamiast tego użyczono nam mikrofalówkę. Bez problemu da się znaleźć hostel za 17$ (nie w internecie, tylko już na miejscu)
Jedzenie:
- zestaw lunchowy (zupa+drugie danie z rybą) - 5$; w miarę smaczny, obok targu rybnego
- homar - wzieliśmy największego za 40$ na 3 osoby, z którym dostaliśmy talerz z patacones(małe placuszki z zielonych bananów) i sałatką
- Tunele z Lawy + ośrodek z żółwiami - taksówkarz zawiózł nas z i przywiózł do Puerto Ayora za 30$ (podzielone przez 4 osoby - 6,5) + 2$ wstępu
- Darwin Research Station - za darmo
- Tortuga Bay - za darmo, bez problemu można podejść z centrum miasta
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz