wtorek, 2 września 2014

Życie w Quito - praca i IAESTE

10511584_738089912916205_2518749161204713489_o
Zaczynając od IAESTE....
W rankingu do praktyk liczą się zazwyczaj dobre oceny, znajomość języka i zaangażowanie w organizację. Nie ukrywam, że nigdy nie miałam najlepszych ocen i z moją średnią poniżej 4 nie startowałam nawet w pierwszym etapie przydziału ofert. 
Podczas drugiego rzutu rozpatrywano wnioski bardziej na zasadzie "kto pierwszy ten lepszy", więc regularnie sprawdzałam system, czy nie pojawiły się jakieś nowe propozycje. Obok nosa przeszedł mi Liban, a później wypatrzyłam Ekwador. 
Wybór był zupełnie przypadkowy - byle nie w wakacje w Polsce.

dokumenty
Kązdy kraj wymaga innego zestawu dokumentów - u mnie było to CV, portfolio, list polecający, list motywacyjny, lista przedmiotów związanych z praktyką i formularze IAESTE. Ponieważ nie było mnie na spotkaniach dotyczących przygotowań do wyjazdu podczas pierwszego rozdania ofert, osoba, która pomagała mi w ogarnięciu nominacji, przechodziła ze mną piekło.
Należy także przelać opłatę na rzecz organizacji - w moim przypadku 390 zł.

Następnie czeka się na akceptację wniosku. 
Na tym skończył się mój kontakt z polskim oddziałem IAESTE, a rozpoczął kontakt z ekwadorskim.

wiza
Pozornie pierwszym problemem jest załatwienie studenckiej wizy.
W Polsce nie ma ambasady Ekwadoru, o czym dowiedziałam się przyjeżdżając do Warszawy, miesiąc po jej zamknięciu. Wyrobienie tego dokumentu w Ekwadorze jest o wiele prostsze  niz jeżdżenie do Berlina (z pomocą tamtejszego komitetu, który przygotowuje dokumenty).
Za wizę zapłaciłam 80$.

IAESTE w Ekwadorze
to 2 osoby, które w przeciwieństwie do osób należących do organizacji w Polsce, są zatrudnione i opłacane przez uczelnię w Quito. 
Chris zapewniła mi mieszkanie i dowóz z lotniska, a także pomogła w dotarciu do pracy pierwszego dnia

ups, INTERSHIP CANCELED (oryginalna pisownia)
dzień przed rozpoczęciem pracy dostałam mejla o takim właśnie temacie. Okazało się, że biuro z którym miałam podpisaną umowę, nie ma pieniędzy na wypłacenie mi pensji (350$). Na szczęście komitet znalazł w 24 godziny inną firmę i zaczęłam praktyki zgodnie z wszystkimi dokumentami w biurze:
EKS grupo inmobiliario
i szczerze nie mogłam trafić lepiej. 
Jeśli chodzi o pracę to moim zadaniem było wykonywanie modeli i wizualizacji oraz projektowanie wnętrz m.in lobby. Żadnego nudnego kreślenia w Autocadzie.

Jeśli chodzi o ludzi trafiłam na rodzinną firmę. Głównodowodzącym w dziale projektowym jest o 10 lat ode mnie starszy fan Vespy, a szefową jego przesympatyczna siostra. Oprócz nich w EKS pracuje jeszcze dwójka chłopaków, z którymi dobrze bawiłam się nawet klejąc makietę.
Żałuję tylko, że mój hiszpański był na tyle słaby, że nie mogłam porozumiewać się z częścią osób.

Edycja 24.09.2014: 
Zdjęcie z ostatniego dnia pracy - samowyzwalacz i improwizowany statyw.
praca1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz